W skrócie wielkim, pomijając parę spraw.

ostatnio rzadko tu bywam, Wy też (w sumie zawsze tak było)..

Nie jest to spowodowane brakiem pomysłu na wpis, wręcz odwrotnie w mojej poplątanej głowie myśli jest tyle że nie wiem od której zacząć. Więc część z nich wypunktuję w wielkim skrócie:

1. Idą święta. Nie widzę ani śniegu, ani pieniędzy, ani czasu by to wszystko zoorganizować. Czar magii świąt istnieje tylko w sytuacji gdy jesteś dzieckiem. Smutne to ale prawdziwe. Choć lubię je, ze względu na mojego Synka, jedzonko mojej babci i dekoracje świąteczne z choinką na czele :)

2. Pan Kręgosłup na zmianę z Panią Migreną znacząco utrudniają mi normalne funkcjonowanie. Codziennie zmieniam postać, raz jestem zombie, raz pochyloną staruszką. Więc zżeram kolejną tabletkę, wciskam kij.. nie powiem gdzie by się wyprostować, nakładam puder i udaję że jestem normalna.

3.  o polityce w gronie przyjaciół lepiej nie mówić, bo można „przyjaciół” stracić. A ze przyjaciół nie posiadam więc mowie:  wszyscy wiedza ze każda partia ma swoje za uszami. Jednej w swojej szarości bliżej do czarnego, innej do … białego
(ale jak mawia nasz Przywódca i  Światło narodu „nikt mi nie powie że białe jest białe, a czarne jest czarne” :) )
Jednak usiedzieć nie mogę jak mieszają z błotem podstawowe zasady zapisane w konstytucji!
Albo są tak głupi, albo tak sprytni… tak czy owak bezczelni. 

4. Studiowanie mnie dobija. Zabija we mnie wszelkie pokłady ciekawości.
Kazdy z wielkich profesorów narzuca swoje myślenie, nie liczy sie argument, własne zdanie, pytanie..
Każdy z wielkich doktorów sądzi ze nie mam co w domu robić tylko pisać, czytać i słuchać. Ilość materiałó
nawet dla mola książkowego jak ja, przeraża.
Na piątym roku studiów codziennie myślę o tym by to rzucić.

I to na tyle. 
Reszta innym razem.

Pani Szarość wybitnie zmęczona.

 

Wietnam jest coraz bliżej.

Pomalutku odkrywam kolejną kartę, pomału coraz więcej będzie wiadomo o mnie. 
Gdzieś można było wyczytać że studiuję. Studiuję i owszem na politologii – bezpieczeństwo międzynarodowe. Z całego tego szajsu politycznego, dyplomacji, strategii najbardziej pochłania mnie prawo humanitarne. Wiec prace magisterską piszę o Wietnamie, o tym jak w jednym konflikcie można naruszyć prawie wszystkie zakazy konwencji genewskich i o tym jak można zniszczyć środowisko naturalne, psychikę człowieka i dokonać okaleczeń tysiąca ciał.. 

Więc siedzę wieczorami i weekendami. Siedzę, czytam, płaczę, piszę kolejny akapit. 
Piszę jak być powinno, jak było naprawdę i jak uniknięto odpowiedzialności. 
Więc piszę, by nie zapomnieć że ludzie potrafią być okrutni.

Pani Szarość – prawie w Wietnamie.

Choleryczka i eliksir z melisy.

meliska_ Nie należę do najsympatyczniejszych osób na świecie. W sumie niewielu jest wstanie mnie znieść.
Jestem choleryczką.
Nie rzadko wyrzucam z siebie przekleństwa jak pociski z karabiny maszynowego. Doskonale wiem, co powiedzieć (jak precyzyjnie dobrać słowa) by kogoś zabolało. To takie swoiste połączenie broni snajperskiej z karabinem. 

Mówią że jestem wredna i chamska. Coś w tym jest, chociaż zazwyczaj gryzę tych co na to zasłużyli. A ci co zasłużyli musieli wcześniej popełnić jakiś błąd. Błąd który zostanie zapamiętany, bo mam idealną pamieć.

Jestem też perfekcjonistką. Przy czym perfekcjonizm oznacza tylko i wyłącznie moją wersję i moje wykonanie.
Nikt bowiem (według mojego chorego wyobrażenia) nie może zrobić tego lepiej ode mnie.

To właśnie te cechy sprawiają że moj odcieni szarości jest bliżej czarnego niż białego.

W sumie mam też zalety, ale o nich nie napiszę. Powstałaby równowaga, symetria. A ja od lat walczę z symetrią w mojej głowie, natręctwem ułożenia wszystkiego równo po obu stronach. 
To tak upierdliwe. 

Dlatego codziennie piję melisę.. może pomoże. Magiczny eliksir który działa uspokajająco.
I naprawdę staram się nie być taką choleryczką. 

Pani Szarość Taka Zła.

Rozczochrana jesienną porą.

Przyszła jesień. Pierwszego jej dnia Pan Szary (czyli mój ukochany „nie mąż”) obronił się i został panem magistrem :)
Całe szczęście sława i osiągnięcia nie uderzyły mu do głowy i nadal gotuje obiady..

Drugiego dnia, wyruszyliśmy w poszukiwaniu kasztanów. Poszukiwania  trwały długo, ale udało się parę zebrać co widać na załączonym obrazku. 

12046602_918947441510920_6383032326047899826_n

Przyznać muszę, że jesieni szczerze nie lubiłam. Nie cierpiałam wiecznie zmieniającej się pogody, deszczu i błocka. 
Dziś ją podziwiam, chłonę a wręcz wyczekuję jej nadejścia po lecie. Kocham ją za kolory liści i niższe temperatury. 
Bez cienia zażenowania włączam funkcję miauczenia i marudzenia zwalając to na jesienną depresję. Z prawdziwą rozkoszą zakopuję się w ciepłym kocu i wyciągam książki na które latem nie miałam czasu. I nie przejmuję się potarganymi włosami, bezczelnie mówiąc że to wiatr je dziś tak ułożył.

Bo jesienią można być bardziej nieudolnym, nie tak perfekcyjnym, nie zbyt ogarniętym. 
W jesiennym słońcu rysy ludzkich twarzy łagodnieją, w deszczowy dzień na przystanka wszyscy stoją bliżej siebie, jesienną porą zaczynamy doceniać nasze własne, ciepłe cztery kąty i herbatkę babci. 

„Pragnęłam jesieni. Odeszły na szczęście w przeszłość te dni, kiedy sponiewierana przez lato, wybatożona słonecznymi promieniami wyglądałam jesieni w napięciu. Wielbię tę piękność, rudą jak muza z międzywojnia, wystrojoną w brązy i żółcie, których pozbywa się sukcesywnie, by stanąć przede mną naga i zapłakana. Nieprzeciętnie skłonna do nagłych wzruszeń, mogę ronić łzy incognito, pozwalając im mieszać się z deszczem. Mogę z moich kształtów uczynić zagadkę dla świata, chowając je pod obszernym paltem. Mogę, patrząc na wirujące liście, popaść w swoisty stupor, który da nadaktywnemu umysłowi chwilę wytchnienia. W razie ekstremalnego napięcia mogę się osunąć w inspirowaną późnojesiennym krajobrazem depresję. Kocham jesień , a ta miłość sprawia, że pięknieję…” – Nosowska. Jesienią pięknieję. Zwierciadło.pl

Pani Szarość

Ruda kita.

moj-swiat

 

od dawna bliscy znajomi nazywali mnie wilczycą. Przezwisko tak ładne że wolę je zamiast własnego imienia.. 
ostatnio bliżej mi do lisa niż wilka (i to nie tylko dlatego że z natury jestem wredna), głównie z powodu przefarbowania moich włosów na rudo.

Wewnętrznie szara, z rudą głową – Pani Szarość.

Jestem bogata! Krzyknęłam i zastanowiłam się czy na pewno..

Dzisiejsza rozpacz.
Bo niby pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich żyć się nie da. A nawet marzenia jakoś bez pieniążków ciężej spełnić.

Jestem rodzicem, spoczywa na mnie odpowiedzialność. Za mojego Synka, jego rozwoj, oraz przede wszystkim zapewnienie mu podstawowych potrzeb.Jestem obywatelem, wiec muszę płacić podatki, czynsz, rachunki, ubezpieczenie. Ale jak spełnić nadaną/wybraną mi rolę gdy w portfelu ma się dosłownie 12 zł, a do końca miesiąca 12 dni? 
Wydajemy fortunę: na czynsz, studia, ubezpieczenia….żadnych zbędnych pierdółek,  chociaż zawsze można z czegoś zrezygnować, prawda? 
Na przykład z prądu….chociaż nie bo przecież ogrzewamy za pomocą kaloryferów na prąd. „Urok” mieszkania w starej (ale jakże pięknej) kamienicy.
Lub z studiów….w sumie nie, bo za moje dostaje stypendium za dobre wyniki, a Simona są warunkiem niezbędnym by moc awansować i zarabiać ciut więcej.

Moglibyśmy nie palić papierosów, lub nie pić. Bingo!
Problem w tym że ani jedno, ani drugie nie robimy więc w skarbonce nie przybywa pieniążków odłożonych zamiast „paczki fajek”. 

Codzienność nas dobija. oszczędzamy a efektów nie widać. 
Więc w mojej rudej głowie z 5 cm odrostami (farba do włosów jest tak zbędnym wydatkiem!) znów panuje chaos. 

Jestem bogata i to w pewnym sensie jest najczystsza prawda. W końcu mam rodzinę, łóżko własne i ulubiony kubek zebranej na działce (darmowej!) mięty i melisy. 
Jestem biedna, jak tysiące z Was, próbując związać koniec z końcem i przeżyć od pierwszego do pierwszego. 
12 zł w 12 dni… hmm
Pytanie brzmi następująco:

Może macie jakiś tani przepis na obiad?

Pani Szarość PRAWIE bogata.

Staram się nie narzekać.

Środek lata, więc upały nie są czymś nowym. Chociaż co poniektórych zaskakują jak zjawisko śniegu co zimy.
Zaplanowałam wakacje, nad polskim morzem. Więc wydałam pieniążki i wręczyłam łapówkę Pani Pogodynce, by w czasie wyjazdu pogoda była piękna. Tyle tylko że nie doczytałam małym druczkiem, iż upały będą trwać nawet po powrocie z wyjazdu. Tak więc siedzę i się pocę jak……prosię.

I staram się nie narzekać, powtarzam sobie że zima jest gorsza.