Powrót?

Wróciłam..
Nie wiem czy na chwilę czy na zawsze. Nie wiem czy ten blog przetrwa. Dość trudno pisać, gdy jest tu taka cisza. Nie chcę wielu tysięcy komentarzy, ale chciałabym widzieć Waszą (kimkolwiek jesteście, o ile jesteście) reakcje. Zastanawiam się jak bardzo kontrowersyjne wpisy musiałabym tworzyć by zaistnieć? Jakie tematy poruszać by wybić się s tłumu innych blogów? Ile jeszcze sztuczek musiałabym się nauczyć by gdzieś ten wpis się znalazł? 

Aby była jasność (jak w samo południe na dzikim zachodzie), nie pragnę świateł, tłumów wiwatujących fanów (lub gwizdajacych hejterów), ale stworzenia więzi. Zadziwiające bowiem jest jak trudno znaleźć rozmówców. 

Tak więc jestem i będę przez parę najbliższych chwil, a może i dni. 

Pani Szarość. Znowu.

W skrócie wielkim, pomijając parę spraw.

ostatnio rzadko tu bywam, Wy też (w sumie zawsze tak było)..

Nie jest to spowodowane brakiem pomysłu na wpis, wręcz odwrotnie w mojej poplątanej głowie myśli jest tyle że nie wiem od której zacząć. Więc część z nich wypunktuję w wielkim skrócie:

1. Idą święta. Nie widzę ani śniegu, ani pieniędzy, ani czasu by to wszystko zoorganizować. Czar magii świąt istnieje tylko w sytuacji gdy jesteś dzieckiem. Smutne to ale prawdziwe. Choć lubię je, ze względu na mojego Synka, jedzonko mojej babci i dekoracje świąteczne z choinką na czele :)

2. Pan Kręgosłup na zmianę z Panią Migreną znacząco utrudniają mi normalne funkcjonowanie. Codziennie zmieniam postać, raz jestem zombie, raz pochyloną staruszką. Więc zżeram kolejną tabletkę, wciskam kij.. nie powiem gdzie by się wyprostować, nakładam puder i udaję że jestem normalna.

3.  o polityce w gronie przyjaciół lepiej nie mówić, bo można „przyjaciół” stracić. A ze przyjaciół nie posiadam więc mowie:  wszyscy wiedza ze każda partia ma swoje za uszami. Jednej w swojej szarości bliżej do czarnego, innej do … białego
(ale jak mawia nasz Przywódca i  Światło narodu „nikt mi nie powie że białe jest białe, a czarne jest czarne” :) )
Jednak usiedzieć nie mogę jak mieszają z błotem podstawowe zasady zapisane w konstytucji!
Albo są tak głupi, albo tak sprytni… tak czy owak bezczelni. 

4. Studiowanie mnie dobija. Zabija we mnie wszelkie pokłady ciekawości.
Kazdy z wielkich profesorów narzuca swoje myślenie, nie liczy sie argument, własne zdanie, pytanie..
Każdy z wielkich doktorów sądzi ze nie mam co w domu robić tylko pisać, czytać i słuchać. Ilość materiałó
nawet dla mola książkowego jak ja, przeraża.
Na piątym roku studiów codziennie myślę o tym by to rzucić.

I to na tyle. 
Reszta innym razem.

Pani Szarość wybitnie zmęczona.

 

Ruda kita.

moj-swiat

 

od dawna bliscy znajomi nazywali mnie wilczycą. Przezwisko tak ładne że wolę je zamiast własnego imienia.. 
ostatnio bliżej mi do lisa niż wilka (i to nie tylko dlatego że z natury jestem wredna), głównie z powodu przefarbowania moich włosów na rudo.

Wewnętrznie szara, z rudą głową – Pani Szarość.

Staram się nie narzekać.

Środek lata, więc upały nie są czymś nowym. Chociaż co poniektórych zaskakują jak zjawisko śniegu co zimy.
Zaplanowałam wakacje, nad polskim morzem. Więc wydałam pieniążki i wręczyłam łapówkę Pani Pogodynce, by w czasie wyjazdu pogoda była piękna. Tyle tylko że nie doczytałam małym druczkiem, iż upały będą trwać nawet po powrocie z wyjazdu. Tak więc siedzę i się pocę jak……prosię.

I staram się nie narzekać, powtarzam sobie że zima jest gorsza.

Pani Szarość przedstawia rower. Nie byle jaki.

Lubię przedmioty z „duszą”. Kiedy przyciąga mnie ich jakaś charakterystyczna cecha, kiedy skrzypią po swojemu i mają zadrapanie związane z przeżytą historią.  
Od początku szukałam starego roweru. Nie chciałam nowiutkiego i podobnego do tysiąca innych w supermarkecie.
Dlatego właśnie kupiłam za 250 zł staruszkę, która przyjechała wraz z właścicielka z Białorusi.
Ma 30 lat, troszkę więcej niż ja. I zakochałam się..

mms_img954367687(1)

Została odnowiona, naprawiona.
Pomalowana na szaro (bo jakże by inaczej).
 Choć cichutko klekocze i ma krzywy błotnik to jeździ się na niej cudownie. 
Jest już moja.. A wygląda tak:

mms_img-997891099

Ucho. Słyszę, nie mówię.

images

Są trzy słowa które często są nadużywane. 
Pierwsze : Kocham. Niektórzy mylą to uczucie z stanem zauroczenia, inni powtarzają je jak mantrę.
Drugie : Obiecuję. Dla mnie jest to przyrzeczenie, nie do złamania. Na prawdę lepiej jest użyć słowo postaram się.
Trzecie : Przyjaciel. Często niefortunnie używane zamiennie z słowami znajomy, koleżanka, kumpela.

Od paru lat marzy mi się prawdziwa przyjaźń. Przyjaciółka na dobre i na złe jak w filmie „Smażone zielone pomidory”. Przyjaciel z krwi i kości, z ogromna duszą. 
Dziwne marzenie?

Gdyby ktoś chciał mnie chociaż wysłuchać.

Mam wielu znajomych, wiele osób poznanych na studiach, wakacjach, w pracy. Paru z nich uważa mnie za przyjaciela. To ogromne wyróżnienie, mam nadzieję że na nie zasłużyłam. Tylko że ja nie mogę nazwać ich moimi przyjaciółmi. Dlaczego?
Ponieważ nic o mnie nie wiedzą, no może by być dokładniejszą, wiedzą o mnie bardzo mało. Nie wynika to z mojej małomówności, nic bardziej mylnego. Jestem straszną gadułą, podczas rozmów poruszam wiele tematów, niekiedy dotyczą one mnie lub mojego życia.. Powierzchownie. 
 Tyle razy ktoś zapytał mnie „Co u Ciebie?”. Tyle razy dałam się nabrać na wykazane zainteresowanie. Za każdym razem biorę głęboki oddech by zacząć mówić  i zalewa mnie bystry potok słów mojego rozmówcy. To zbędne pytanie grzecznościowe, zadawane tylko po to by w sposób egoistyczny i niegrzeczny zacząć mówić o sobie. Kolejne trzy godziny zamieniam się w ucho, dokładnie wyczyszczone patyczkiem by nie przegapić żadnego szczegółu. Na prawdę skupiam sie na rozmówcy, po raz kolejny chowając w sobie skrzynkę z wiadomościami wewnętrznego „ja”. Karcę mój umysł za bezmyślność i serce za naiwność. Byłam tak blisko myśli, iż kogoś interesuje co ma w głowie, czego pragnę i co wydarzyło się wczorajszego popołudnia. 

Lubię być uchem i słuchać. Analizować, pomagać. Mówię „możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nocy”. Dzwonią. Pod tym względem jestem dyspozycyjna jak lekarza na dyżurze w szpitalu. 
Ale… zawsze jest jakieś ale.

Chciałabym czasem coś powiedzieć. Zamienić się w usta, nie koniecznie tak ładne jak Angeliny Jolie. Wypowiedzieć parę słów o sobie. Otworzyć się jak małża i pokazać ziarnko piasku. Nie byle komu, przyjacielowi. 
Kiedy odkrywam coś na prawdę pięknego, kiedy usłyszę piosenkę która oddaje moje uczucia, kiedy obejrzę film który mnie poruszył i książkę która rozszerzyła moją wyobraźnię, chciałabym po prostu móc się tym podzielić z Kimś. Tylko..

Dlaczego nikt nie zapyta:
Czy jesteś szczęśliwa?
Jaki film Cię wzruszył?
Czy udało Ci się spełnić marzenie?
Dlaczego nikt nie posłucha odpowiedzi.

W sumie tutaj też nikt tego nie czyta, nie pyta i nie oczekuje odpowiedzi.

Pani Szarość – Ucho

Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem. - Albert Camus

 

 

Najedzona słodkościami.

11128162_835486176523714_4013982169066930699_n

Święta wielkanocne. Minęły szybko i prawie bezboleśnie, jak odrywany plaster.  Zaznaczyć muszę iż jestem ateistką, z własnego wyboru, bowiem z wyboru moich rodziców (nie pytali mnie o to) jestem katoliczką. Cała moja rodzina też, więc i święta się odbywają. Ale nie trzeba być wierzącym by zjeść „nieświąteczne” pyszne śniadanie :).  To naprawdę wygodne, przyznaję się bez bicia, nie iść do święconki, kościoła a wykorzystać dzień wolnego i pograć w gry planszowe z synkiem, poczytać książkę. Iść do babci i najeść się za cały miesiąc słodkości, zobaczyć się z bliskimi, pogadać… i pokłócić się o politykę, religie, homoseksualistów (w rzeczywistości lista zakazanych tematów  jest dłuższa). Ale co tam, najadłam się.

P.s zając był, w końcu dla mojego Synka to „Uszate Święta”

Pani Szarość. Ciut grubsza.